Hejt czy krytyka? A gdzie wolność słowa?

Już ponad 2300 lat temu Arystoteles powiedział, że jeżeli chcesz uniknąć krytyki, można to zrobić w bardzo łatwy sposób: nic nie robić, nic nie mówić, być nikim. I jest to prawda obowiązująca nieustannie po dziś dzień. W zasadzie to zwłaszcza dzisiaj, bo w dobie internetu trudno o uniknięcie krytyki.

Komentarze i opinie

Jeżeli kiedykolwiek byłeś członkiem internetowego forum, zbierałeś eurogąbki na Naszej Klasie, bądź w drodze tej e-ewolucji dzisiaj jest Ciebie więcej na Facebooku niż w życiu realnym, to wiesz, że ludzie w internecie uwielbiają komentować. Na każdy temat. I nie ważne, czy temat jest mniej lub bardziej znany, ale w myśl zasady „nie znam się, to się wypowiem” naród czuje nieustanną potrzebę wyrażania swoich opinii. „Bo ja wiem lepiej, bo się znam!”.

Przecież my, Polacy, słyniemy z naszej wszechstronności i byciu ekspertem w każdej dziedzinie. Pokazujemy to niejednokrotnie, kiedy pojawia się nowy, głośny temat. Byliśmy już „ekspertami” do spraw uchodźców, terrorystów, służby zdrowia, górnictwa, polityki, każdej dziedziny sportu (w której nie przegrywamy) i oczywiście finansów, gdzie króluje wręcz powszechnie znana opinia, że jak bogaty, to złodziej albo kombinator, a człowiek biedny nigdy w życiu się nie dorobi, bo przecież ten wredny rząd nie daje tyle, ile byśmy chcieli…

Naturalnie każdy ma prawo komentować, aby wyrazić swoją opinię. Rzeczywistość pokazuje jednak, że nader często wyrażane opinie mają się nijak do znajomości tematu, a wręcz pokazują całkowitą ignorancję i jedynie chęć udowodnienia komuś, że nie ma racji.

Krytyka czy krytykanctwo?

Z założenia konstruktywna krytyka powinna nam służyć jako informacja zwrotna, tzw. feedback, który może nam pomóc w przeanalizowaniu swoich działań oraz ewentualnej poprawy. To rodzaj krytyki, która nie tylko wyraża swoją opinię, ale jednocześnie przedstawia lub sugeruje sposób na rozwiązanie problemu poddanego krytyce.

Trochę taki święty graal komunikacji można by rzec, bo jak doskonale wiemy, krytykować uwielbiamy — konstruktywnie już trochę mniej. Ta bliżej nam znana krytyka zawsze pozostawia w nas niemiłe wrażenie i często ma negatywny wpływ na naszą samoocenę. To już nawet nie krytyka, a zwykłe krytykanctwo, od którego już dzieli tylko krok do — jakże popularnego — hejtu.

Hejt

Hejt to nie tylko mowa nienawiści, to nie tylko wulgaryzmy i grożenie komuś śmiercią lub kalectwem. Hejt to również rodzaj krytyki. Bardziej chamski, bezpodstawny, obraźliwy i agresywny, ale może też przybierać formę pseudointelektualną, wiecie — takie wbijanie szpili.

Zasadniczym celem hejtera i jednocześnie jego główną pożywką jest sprawienie komuś przykrości. I nie ma znaczenia czy ktoś hejtuje to, czym się odżywiasz, w jaki sposób się ubierasz czy to, że piszesz z błędami ortograficznymi. Widzisz błąd, to zwróć uwagę dyskretnie w wiadomości prywatnej, a nie na forum publicznym, błyszcząc swoją nieomylnością i ośmieszając autora w oczach innych. Drobnostka, prawda? Nawiasem mówiąc, mojej koleżance ktoś kiedyś napisał, że przez takie błędy w pisowni, jakie popełnia, nikt nie będzie chciał podjąć z nią współpracy w biznesie. Biedny nie miał pojęcia o zjawisku dysortografii, a tym bardziej o solidnej wiedzy i umiejętnościach marketingowych wspomnianej koleżanki.

Źródłem hejtu niezwykle często bywa też ignorancja. Nie wiem dlaczego, ale ludzie tak już mają, że jeśli czegoś nie rozumieją, coś jest dla nich nowe, inne, do tej pory nieznane, wolą być do tego z góry uprzedzeni i… atakują. Nie wiem, być może to jakieś pozostałości z czasów prehistorycznych, gdzie człowiek bał się, że zeżre go wszystko dookoła, dlatego chował się w swojej bezpiecznej jaskini.

Co z wolnością słowa?

Wolność słowa to najbardziej znana tarcza obronna osób, które niepochlebnie wyrażają swoją opinię. Często jednak jest to nadużywane, bo o ile masz prawo do wyrażania swoich własnych opinii, to nie masz prawa siać fermentu, nie znając dokładnie tematu; nie masz prawa poniżać, obrażać ani krzywdzić kogoś tylko dlatego, bo masz focha i „wiesz lepiej”, a tym bardziej kiedy zasłaniasz swoje nazwisko śmiesznym pseudonimem i anonimowym profilem.

Dlatego ja stosuję jedną, prostą zasadę. Usuwam hejterskie komentarze i blokuję takie osoby. I Tobie też to radzę. Bo jeśli jesteś autorem i pod Twoim dziełem wylewa się fala krytyki i hejtu, to pomyśl czy dla nowych osób, które przyjdą, taki negatywny feedback będzie zachęcający?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *