Bajka o Robinie i Gwarancyji

Chciałem koledze odpisać na Facebooku, ale usunął ten komentarz:

 

Moi mili, usiądźcie grzecznie, przy ognisku, a opowiem Wam bajeczkę.

(żeby nie było, mamy ognisko:)
🔥

(w razie czego poprosiłem znajomego strażaka, żeby czuwał:
👨‍🚒 
bo nigdy nie wiadomo co komu strzeli do łba, różnie to na ogniskach bywa)

 

ZATEM:

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i w ogóle, kiedy jeszcze nie było tych wszystkich internetów, ludzie żyli prościej, wiedli sobie spokojnie swój żywot, karmiąc swoje świnki, łowiąc sobie rybki, czy strzelając z łuku do sarenek i innych zwierzątek leśnych…

I każdy wiedział co robi i dlaczego to robi.

Owszem, byli też popaprańcy, którym nie chciało się tych świnek karmić, łazili po lesie i szukali przygód. Był taki jeden, Robin go wołali i wymyślił sobie, że niesprawiedliwość wielka jest na świecie, to on temu zaradzi, łupiąc bogatych i oddając biednym…

Założył spółkę #KradniemyAleOddajemy i rozpoczął działalność z rozmachem jak Sherwood szerokie.

Prości ludzie to kupili, Robina pokochali, na rękach nosili i świnek już tak nie karmili…

Bo po co? Dzięki firmie Robin&Cąpany otrzymywali swoje należne świadczenia, które tak im się spodobały, że pociągnęli temat przez kolejne setki lat…

Z czasem ludzie nazwali to GWARANCYJĄ. Pokochali ją, a jakże! Zadurzyli się na tyle, że jeśli ktokolwiek rzekłby choć jedno złe słowo na Gwarancyję Świętą, opluwali, wyzywali, wieszali i kamieniowali…

KONIEC…

 

Dzisiaj jest tak samo. Każdy chce gwarancji.

Wymagamy jej kupując nowy telefon, zamawiając pizzę, podpisując umowę z pracodawcą, z dostawcą internetu, z bankiem…

A kiedy telefon się zepsuje, pizza jest przypalona, wypłata za mała, internet za wolny, a w sklepie odrzuca naszą kartę płatniczą — co robimy?

KŁÓCIMY SIĘ. Wymagamy wymiany/naprawy natychmiast! Jesteśmy ROSZCZENIOWI na każdym kroku.

Niestety ludzie nauczyli się wygodnictwa i tego, że wszystko im się należy. Dlatego tak bardzo boją się podejmować jakiekolwiek #RYZYKO. Bo z gwarancją żyje się lepiej, pewniej, bezpieczniej…
(ta, jasne!)

Dobra, gasimy to ognisko, bo się rozpisałem za bardzo.
💦🔥

„Nota prawna” do kolegi od komentarza: nie odbieraj tego personalnie. Po prostu Twój komentarz zainspirował mnie do napisania tego, co chodziło mi po głowie już od dłuższego czasu.

Co do samego DasCoina:
Ludzie, serio, oczekiwaliście, że cena wystrzeli w kosmos… bo tak!? 🚀

No niestety to nie działa w ten sposób!
Przypomnijcie sobie jak długo BitCoin szurał brzuchem po dnie, zanim się wzniósł na wyżyny. Prześledźcie dokładnie inne kryptowaluty jak chociażby ETH czy Dash.

DasCoin dopiero wszedł na giełdy. Obserwujcie ten projekt, jego rozwój i sami wyciągajcie wnioski!
Zresztą to się tyczy nie tylko DasCoina, ale każdej innej kryptowaluty, każdego biznesu!

 Zapamiętajcie jedno:
Kryptowaluty to nie jest pewny los postawiony na loterii! Tutaj nikt nie daje Wam gwarancji.

 I zapamiętajcie drugie:
„Największym ryzykiem jest nie podejmowanie ryzyka… W świecie, który zmienia się tak szybko, jedyna strategia, która gwarantuje porażkę, to niepodejmowanie ryzyka.” 
— Mark Zuckerberg

Zobacz podobne wpisy

One thought to “Bajka o Robinie i Gwarancyji”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *